sobota, 22 listopada 2014

Prolog

     Znów ten sam ponury dzień. Chmury zasłoniły całe niebo. Chyba można je porównać do mnie. Chociaż nie. Ja i niebo to dwie zupełnie inne rzeczy. Niebo... z wierzchu ponure, lecz pod warstwą chmur radosne i pogodne. Ja... odwrotnie. Z zewnątrz wesoła, a wewnątrz... chyba sama nie wiem... mam mieszane uczucia. To zależy ile razy muszę powtarzać jeden dzień. Ile razy muszę siedzieć na tej samej lekcji i wpatrywać się w te same przelatujące ptaki za oknem, ile razy mam gadać z tym samym nachalnym chłopakiem i ile razy starać się o tego drugiego, a raczej tylko udawać, że się staram. Tak naprawdę doskonale wiem, że mu na mnie zależy. Ile razy mam cofać ten cholerny czas?! Mam już tego dosyć! Tylko dlatego, że Jackobowi coś się nie podobało?! OH! Zaczynam żałować, że w ogóle się na to wszystko zgodziłam! Przecież miałam wybór! Jaka ja byłam głupia! Szkoda, że nie mogę się cofnąć do tamtego dnia! Nie mogę już teraz nic zrobić... Nic do cholery! Jak ja nienawidzę swojego życia!
     -Dobra trzeba iść do tej pieprzonej szkoły... - ocknęłam się z zamyślenia.
Włożyłam kilka zeszytów do torby, wzięłam ostatni łyk herbaty i wyszłam, zatrzymując się tylko na chwilę przed drzwiami żeby je zamknąć, po czym ruszyłam w drogę do szkoły. Minęłam znów sąsiadkę, która szła z wózkiem na zakupy, zaraz po niej jakąś dziewczynę, która ostatnio wprowadziła się parę domów dalej i tak właśnie doszłam do postoju taksówek. W sumie mogłam pojechać moim samochodem, ale nie miałam dziś ochoty. Podeszłam do jednej taksówki i po uprzednim upewnieniu się, że jest wolna wsiadłam do środka.
     -Dzień dobry!
     -Dzień dobry. Gdzie jedziemy?
     -Do liceum przy ulicy Malowicza 15. Zależy mi na czasie.

***

     -Ile się należy?
     -30 dolarów.
     -Proszę - powiedziałam wręczając kierowcy 50-dolarowy banknot. - Reszty nie trzeba. 
Wysiadłam z samochodu i szybkim krokiem ruszyłam w stronę głównego wejścia szkoły. Oczywiście przed drzwiami czekała już na mnie Rose i gadała z tym debilem Mikiem. Znałam już na pamięć cały dzisiejszy dzień.
     -Hej! Co taka smutna? Coś się stało? - Zapytała po czym przyjaźnie mnie przytuliła.
     -Hej. Nie no co ty nic się nie stało, to przez tą pogodę - odpowiedziałam trochę znudzona.
     -No dobra, ale jakby co to wiesz, że możesz nam mówić o wszystkim - odezwał się Mike. 
     -Tak wiem, dzięki - uśmiechnęłam się sztucznie.
     -Muszę iść na chwilę do toalety. Idziesz ze mną? - Zapytała Rosalie. 
     -Jasne - odpowiedziałam radośnie, bo tylko czekałam żeby się oderwać od tego chłopaka. - Wrócimy za kilka minut - zwróciłam się do niego.
     -Spoko. Będę czekał przed salą - odpowiedział wpatrując się w moje oczy. 
     -Dobra. Choć Rose możemy iść.
     -Ej. A czemu ty nic z tym nie robisz?
     -Ale z czym?
     -No nie widzisz jak on na ciebie patrzy?
     -Normalnie - udawałam, że nie wiem o co chodzi.
     -Rób co chcesz, ale moim zdaniem powinnaś mu powiedzieć, że nic do niego nie czujesz. 
     -Co mu to da? Oprócz tego, że tylko się załamie - powiedziałam, choć zaczęłam się zastanawiać nad jej słowami. Może to o to chodziło Jackobowi? O tak mały szczegół? No nie wiem może jednak...
     -Im dłużej tym gorzej - powiedziała wyciągając z torebki kosmetyczkę.
     -Masz rację chyba powinnam mu to powiedzieć.
No tak i już od teraz dzień będzie wyglądał zupełnie inaczej. Chyba w sumie to i lepiej. 
     -No nareszcie. Trzymasz go w niepewności już od miesiąca. A pro po chłopaków. Gadałaś z Davidem? Udało ci się wreszcie? 
     -Tylko ostatnio na stołówce. Nic specjalnego. 
     -Dziwne. Przecież tylu chłopaków w szkole chciałoby z tobą chodzić, a on jest jakiś...
     -Wyjątkowy-powiedziałam i spojrzałam na nią.
     -Jeśli chcesz to tak nazwać - wzruszyła ramionami.
     -No, ale o to chodzi. Popatrz tylu chłopaków za mną lata, a on? On tylko patrzy od czasu do czasu... Ty jesteś szczęściarą. Chciałaś żeby tylko jednemu na tobie zależało. I tak było. A ja? Mogę mieć każdego z wyjątkiem tego, na którym mi naprawdę zależy. Niech to szlag!
     -Nie przejmuj się tak. I z tym się uda. 
     -Mam nadzieję... - wyszeptałam podłamana. 
     -Dobra skończyłam możemy iść - powiedziała chowając małą torebeczkę. - Co teraz masz?
     -Co? - Spojrzałam na nią nieco zdezorientowana. - A tak. Teraz biologię.
     -No to mamy razem. Nie musisz z nim teraz siedzieć.
     -No to super. Ej wiesz co? - Powiedziałam nieco ściszając głos, bo właśnie wychodziłyśmy z łazienki. - Mam dziś angielski - byłam tak szczęśliwa jakby był to mój lubiony przedmiot.
     -No i? Co z tego? Nigdy wcześniej nie byłaś taka szczęśliwa jak mówiłaś o tym przedmiocie - powiedziała nieco się krzywiąc.
     -Tak, ale nie zgadniesz kto się przepisał do mojej grupy - zaświergotałam.
     -Hmmmm... Niech zgadnę... David? - Spytała chociaż znała już odpowiedź.
     -Nie mogę się już doczekać! Jest tylko jedno wolne miejsce w całej klasie. I jest obok mnie, bo nie chciałam z nikim siedzieć - byłam tak szczęśliwa, że myślałam, że pęknę z radości.
     -No to życzę powodzenia. W sumie nie tylko w tym - przez chwilę nie wiedziałam o co jej chodzi, ale chwile później weszliśmy do klasy i nie miała więcej pytań.
     Usiadłam jak zwykle w piątej ławce od okna. Nie lubiłam tej sali, bo były w niej trzyosobowe ławki. Innym bardzo się to podobało, ale nie mi - dziewczynie, do której zawsze dosiadał się jakiś chłopak. Ostatnio ten sam.
     -Proszę się uspokoić lekcja się zaczęła! - Usłyszałam twardy głos pana Walkera. - Proszę otworzyć książki na stronie... - dalej już nie słuchałam. Nie musiałam. I tak znałam całą lekcję na pamięć.
     -Rose, proszę zamień się dziś ze mną miejscem. Nie chce znowu siedzieć obok niego. No wiesz o co mi chodzi - normalnie nie miałabym nic przeciwko już wiele razy jakiś chłopak siadał ze mną w ławce, ale nie chciałam przez kolejną lekcję czuć jak próbuje złapać mnie za rękę.
     -Pod jednym warunkiem - powiedziała stanowczo.
     -O co chodzi? - Spytałam nieco zaskoczona.
     -Powiesz mu dzisiaj o tym, że widzisz co się dzieje i że nie chcesz z nim chodzić.
No i...
     -I...?
     -I pogadasz dzisiaj trochę dłużej z Davidem.
     -Jak chcesz - powiedziałam i zajęłam jej miejsce.
     -Hej. Całą przerwę spędziłyście w łazience? Zamieniłyście się miejscami?
     -Ehm... Tak. Siadasz z nami czy idziesz do kogoś innego? - Spytała Rosalie ze sztucznym uśmiechem na ustach.
     -Usiądę z wami.
     Cała lekcja przebiegała dosyć normalnie. Nauczyciel co chwila uciszał klasę, dużo pisał na tablicy, robiliśmy doświadczenia i wszystko co zazwyczaj robiliśmy na lekcjach biologii.
      -Co ty robisz?! - Krzyknęła Rose kiedy nastała kompletna cisza. Oczy wszystkich skierowały się w jej stronę.
      -Co się stało? - Spytał zdziwiony nauczyciel.
      -Przepraszam jestem przyzwyczajony, że to Emily siedzi obok mnie - odezwał się niespodziewanie Mike.
      -Mike, czy chciałbyś nam coś powiedzieć? - Pan Walker nadal nie rozumiał co się stało.
      -No, bo ja... - odpowiedział chłopak, nieco zakłopotany. Na jego twarzy pokazały się rumieńce.
      -Nic poważnego się nie stało, ale czy mogę się przesiąść?
      -Proszę - odpowiedział nauczyciel.
      -Przepraszam, a czy ja też bym mogła? - Zapytałam niepewnie oglądając się na koleżankę.
      -Proszę - odpowiedział odprowadzając wzrokiem Rose do pustej ostatniej ławki.
      -Dziękuję - powiedziałam biorąc do rąk książki i zakładając na ramię torbę poszłam w kierunku wolnego miejsca.
      -A więc tak jak mówiłem... - zaczął profesor.
      -Co się stało? - Zapytałam szeptem Rose.
      -Ten chłopak jest jakiś psychiczny - mówiła rozwścieczona dziewczyna - najpierw łapał mnie za rękę, więc udałam, że tego nie czuję, potem przesunął dłoń na moją nogę, to mu powiedziałam, że mi to nie odpowiada i że chcę żeby przestał i cofnął rękę. Podziałało tylko na chwilę, bo zaraz znowu zaczął od początku. Pomyślałam sobie, że do końca lekcji zostało już mało czasu, więc jakoś wytrzymam, ale kiedy zjechał z mojego uda do jego wewnętrznej strony no to już sama rozumiesz.  
       -No jasne, że rozumiem - powiedziałam na moment ją przytulając żeby nauczyciel nic nie zauważył - powiem mu to wszystko dzisiaj po lekcjach.
        -I?
        -Nie rozumiem.
        -Umawiałyśmy się na coś jeszcze.
        -No i porozmawiam z Davidem - powiedziałam po chwili namysłu.
        -Okej.
        Reszta lekcji przebiegała spokojnie. Może zbyt spokojnie, bo choć do końca zostało ledwie 10 minut to były dla mnie wiecznością.

#########################################################################
 A więc moja historia powraca w trochę lepszym wydaniu. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Co myślicie o słowach, które tutaj pojawiły się pierwszy raz i których użyłam dla wyostrzenia wypowiedzi bohaterki. Jednym to przeszkadza, a inni uważają to za wskazane, ale z umiarem. Co wy o tym sądzicie? Rozdziały powinne być dłuższe czy krótsze? Do zobaczenia za tydzień ;)

3 komentarze:

  1. Mi się podoba ;) Powinny być zdecydowanie dłuższe xxD .

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział trochę nudny zwyczajny :/ Ale może, jak się pojawi 1 rozdział, to akcja się rozkręci.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy prolog ;)
    Zapraszam do siebie :www.romantic-princess.blog.pl
    Zuza ;*

    OdpowiedzUsuń