sobota, 1 listopada 2014

Rozdział 7

     Zamykając oczy zastanawiało mnie czego mogę się spodziewać od mojego życia. Jakie niespodzianki dla mnie przygotowało? Lecz mój namysł nie trwał długo. Przerwało je nagła cisza i ten sam dźwięk. Przed oczami miałam pustkę. Na ciemnym tle zaczęły pojawiać się zarysy postaci. Przypominały białe plamy. Z czasem przybrały normalne barwy. Pierwszą postacią był chłopak o ciemnobrązowych włosach i zielonych oczach, zaś drugą dziewczyna długich, lekko falowanych, brąz włosach i niebieskich oczach. Doskonale wiedziałam kim są. Widziałam siebie i Briana. Podszedł do mnie i wyciągnął rękę, ale ja jej nie złapałam. Zamiast tego uciekłam. Szukałam w pustce drugiej mnie, ale nie znalazłam. Znów spojrzałam na chłopaka. Wyglądał już trochę inaczej. Nie był już szczęśliwy, a zamiast zwykłej koszulki i szortów miał na sobie garnitur.
     - Co do... - pomyślałam.
W tym samym momencie pojawiła się reszta ludzi. Wszyscy ubrani na czarno i wszyscy równie smutni. Patrzyli się w jedno miejsce. Odwróciłam głowę w tą samą stronę i zobaczyłam... Trumnę.
     - Chwileczkę skoro są tu wszyscy moi przyjaciele to czemu mnie tu nie ma?
Potrzebowałam paru minut zanim do mnie dotarło.
     - To jest mój pogrzeb – wyszeptałam.
     - Tak. Zgadłaś. Nawet szybko – usłyszałam za sobą i aż podskoczyłam. Odwróciłam się na pięcie.
Przede mną stała szczupła dziewczyna, ale nie był to człowiek. Przypominała bardziej kota. Była na dwóch łapach z długimi pazurami, pokrytymi fioletowym futrem. Miała duże, zielone, kocie oczy, za to jej uszy kojarzyły mi się ze smokiem. Oprócz tego do pasa sięgały długie brązowe włosy.
     - Kim jesteś? - wycedziłam. Byłam ciekawa kim i czym jest, ale jednocześnie tak przerażona, że nie potrafiłam tego ukryć.
     - Nazywam się Mantima. Jestem Majwą.
     - To znaczy?
     - Istotą żyjącą w przestrzeni międzyczasowej.
     - Aha jasne – powiedziałam, bo nic tak naprawdę nie rozumiałam.
     -Nie martw się nie ty sama... Codziennie przybywa tu wiele różnych istot.
     - Tu? To znaczy gdzie?
     - Na Bintinie – planecie oddalonej od Ziemi o setki tysięcy lat świetlnych. Nie ma nic wspólnego z innymi planetami. Jesteś tu, ponieważ masz duże kłopoty.
     - Czy chodzi o tego gigantycznego wilka, który stoi za tobą? - zapytałam. Choć się bałam to udało mi się utrzymać spokojny ton.
Odwróciła się na pięcie, skoczyła i w ułamku sekundy zmieniła się w wielkiego, płonącego smoka. Serce zaczęło bić mi mocniej i przewróciłam się na ziemię. Obudziłam się. Nadal byłam przerażona. Wstałam i poszłam do łazienki, by przemyć twarz zimną wodą. Gdy spojrzałam w lustro nie mogłam wierzyć własnym oczom.

1 komentarz:

  1. Kurna, to się coraz bardziej skomplikowane robi. Najpierw 2 światy, a teraz kobieta kot zamieniająca się w smoka. Nie mogę się doczekać dalej.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń