wtorek, 11 listopada 2014

Codzienny spacer

     Ostatni raz spojrzałam na zegarek w telefonie i wyjrzałam przez okno. Zbiegłam schodami na dół. Otworzyłam drzwi i choć jeszcze nie byłam na zewnątrz to poczułam lekki powiew mroźnego wiatru. Szybko założyłam zimowe buty i ciemnozieloną kurtkę. Wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi wejściowe. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Odwzajemnił go. Moje oczy się śmiały, a ja czułam się znowu jak małe dziecko. Czemu? W sumie sama nie wiem.  Może to dlatego, że to właśnie on. Choć miał swoje wady to bez nich na pewno nie lubiłabym go aż tak bardzo.
     -Hej - powiedziałam niby obojętnie.
     -Hej - powiedział cały czas się uśmiechając.
     Szliśmy przez chwilę w ciszy wpatrując się w jasne, zawsze te same latarnie i w gwiazdy tak dalekie, że ledwo dla nas widoczne. Bardzo lubiłam się w nie przyglądać. Zawsze przypominały mi nas. Byliśmy tak bardzo blisko siebie, ale tylko nieliczni to widzieli. Każdy widział nas, albo jako parę, albo jako znajomych, którzy praktycznie nic o sobie nie wiedzą. My mieliśmy swój odmienny punkt widzenia. Byliśmy po prostu przyjaciółmi. Z resztą bardzo bliskimi według mnie przyjaciółmi. A przecież znaliśmy się zaledwie rok. Rozmawialiśmy ze sobą zaledwie od kilku miesięcy, bo wcześniej żadne z nas nie chciało ze sobą nawzajem rozmawiać. Nie czuliśmy takiej potrzeby.
     Wreszcie on przerwał ciszę:
     -Co dzisiaj robiłaś? - Zapytał jak zwykle.
     -Nic ciekawego cały dzień się nudziłam. - Odpowiedziałam wzruszając ramionami. - A ty?
     -To samo. A nie opowiesz mi o swojej randce z twoim ukochanym? - Dodał śmiejąc się w głos. Zawsze żartował z chłopaka, któremu się podobałam, a ja go nigdy nie lubiłam.
     -Ej! To nie jest mój ukochany! Przecież wiesz, że go nienawidzę! - Udałam oburzoną i jak zwykle zaczęłam uderzać go rękami o jego ramię.
Złapał mnie za ręce i odwrócił mnie do siebie tyłem, a potem delikatnie przytulił. Pozwoliłam mu na to i również delikatnie oparłam się o niego. Zawsze się tak działo. Podczas każdego wyjścia. Lubiłam się z nim droczyć. Lubiła  kiedy mnie przytulał. Ale czy to wszystko było dobre.. normalne... Nie wiem jak inaczej to nazwać. Szliśmy dalej i cały czas się o coś "kłóciliśmy". Co chwila mnie przytulał, ale zawsze trwało to tylko moment.
     Minęła już godzina, a ja nawet nie wiem o czym tyle czasu mogliśmy rozmawiać. Zobaczyłam jakiś ludzi, którzy szli przed nami, a potem nagle gdzieś zniknęli za zakrętem.
      -Gdzie oni się podziali? Przecież widziałeś... Szli tuż przed nami.
      -Może się przestraszyli jak cię zobaczyli - zaczął się śmiać.
Podeszłam do najbliższego drzewa i zerwałam z niego liście. Rzuciłam w niego nimi i zaczęłam uciekać. Po chwili i tak się poddałam, bo zobaczyłam, że jego cień i tak już prawie dotyka mojego. Złapał mnie w talii, a potem odrywając od mojego ciała jedną rękę i mocniej przyciskając drugą, posypał na moją głowę deszcz liści. Popatrzyłam na niego roześmiana. Nie potrafiłam być na niego zła, nawet jak czułam, że powinnam.
     -Obrażam się - powiedziałam i teatralnie tupnęłam nogą.
     -No przepraszam, przecież wiesz, że żartuję. Nie miałem na myśli, że jesteś brzydka - powiedział czule, choć wiedział, że żartuję. Znów do mnie podszedł i na moment objął mnie w talii, delikatnie zsuwając dłonie na biodra.
     -Zimno mi. Idziemy do mnie? - Zapytałam.
     -Jak chcesz - odpowiedział nadal się śmiejąc.
     Weszliśmy do domu. Zostawiliśmy buty i kurtki w szafie i poszliśmy do mojego pokoju. Położyliśmy się na łóżku i zaczęliśmy rozmawiać. Po jakimś czasie włączył muzykę.
     -Co to jest?
     -Co?
     -No ta muzyka.
     -Mój ulubiony zespół.
     -To znaczy?
     -Nie znasz ich? - Spytał zdziwiony.
     -Jak ich nie znam to znaczy, że są beznadziejni - powiedziałam śmiejąc się, bo oczywiście nie mówiłam na poważnie.
     -Tak jasne po prostu nie znasz się na muzyce - znowu zaczął się droczyć.
Wzięłam poduszkę i rzuciłam w niego z całej siły. Złapał mnie za ręce, na ułamek sekundy spojrzał głęboko w oczy i obrócił tak, że w jednej chwili leżałam oparta o jego brzuch. Zostaliśmy tak już do końca dnia.
     Po jego wyjściu było mi trochę smutno. Nie lubiłam zostawać sama. Zastanawiałam się tylko czy on widzi w tym coś więcej niż przyjaźń, która dotychczas między nami była. Chociaż lubiłam się do niego przytulać to obawiałam się, że może to się przerodzić w coś większego.
     Tej nocy nie mogłam zasnąć... Rozmyślałam co będzie dalej i pisałam na laptopie notatkę z całego mojego dnia. Kładąc się spać spojrzałam ostatni raz na zegar nad drzwiami, który wskazywał godzinę drugą w nocy.



***********************************************************************************
Jak się pewnie część z was już domyśliła główną bezimienną bohaterką jestem ja sama. Opisałam mój rzeczywisty dzień. Nic nie dodawałam. Wszystko jest prawdziwe. Nawet godzina, o której skończyłam to pisać. Wpis nie ma związku z poprzednimi. Po prostu mnie natchnęło. Mam nadzieję, że wam się spodobał, jeżeli tak to może napiszę takich więcej. Dobranoc.

2 komentarze:

  1. Jakie romantyczne. Nic dodać nic ująć świetne :)
    Pozdr. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny szablon bloga !
    Jestem z zapytaja.
    Super post,czekam na następny :D'
    Obserwujemy ? Daj znać u mnie.

    http://porwana-natasha.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń