-Dobra trzeba iść do tej pieprzonej szkoły... - ocknęłam się z zamyślenia.
Włożyłam kilka zeszytów do torby, wzięłam ostatni łyk herbaty i wyszłam, zatrzymując się tylko na chwilę przed drzwiami żeby je zamknąć, po czym ruszyłam w drogę do szkoły. Minęłam znów sąsiadkę, która szła z wózkiem na zakupy, zaraz po niej jakąś dziewczynę, która ostatnio wprowadziła się parę domów dalej i tak właśnie doszłam do postoju taksówek. W sumie mogłam pojechać moim samochodem, ale nie miałam dziś ochoty. Podeszłam do jednej taksówki i po uprzednim upewnieniu się, że jest wolna wsiadłam do środka.
-Dzień dobry!
-Dzień dobry. Gdzie jedziemy?
-Do liceum przy ulicy Malowicza 15. Zależy mi na czasie.
***
-Ile się należy?
-30 dolarów.
-Proszę - powiedziałam wręczając kierowcy 50-dolarowy banknot. - Reszty nie trzeba.
Wysiadłam z samochodu i szybkim krokiem ruszyłam w stronę głównego wejścia szkoły. Oczywiście przed drzwiami czekała już na mnie Rose i gadała z tym debilem Mikiem. Znałam już na pamięć cały dzisiejszy dzień.
-Hej! Co taka smutna? Coś się stało? - Zapytała po czym przyjaźnie mnie przytuliła.
-Hej. Nie no co ty nic się nie stało, to przez tą pogodę - odpowiedziałam trochę znudzona.
-No dobra, ale jakby co to wiesz, że możesz nam mówić o wszystkim - odezwał się Mike.
-Tak wiem, dzięki - uśmiechnęłam się sztucznie.
-Muszę iść na chwilę do toalety. Idziesz ze mną? - Zapytała Rosalie.
-Jasne - odpowiedziałam radośnie, bo tylko czekałam żeby się oderwać od tego chłopaka. - Wrócimy za kilka minut - zwróciłam się do niego.
-Spoko. Będę czekał przed salą - odpowiedział wpatrując się w moje oczy.
-Dobra. Choć Rose możemy iść.
-Ej. A czemu ty nic z tym nie robisz?
-Ale z czym?
-No nie widzisz jak on na ciebie patrzy?
-Normalnie - udawałam, że nie wiem o co chodzi.
-Rób co chcesz, ale moim zdaniem powinnaś mu powiedzieć, że nic do niego nie czujesz.
-Co mu to da? Oprócz tego, że tylko się załamie - powiedziałam, choć zaczęłam się zastanawiać nad jej słowami. Może to o to chodziło Jackobowi? O tak mały szczegół? No nie wiem może jednak...
-Im dłużej tym gorzej - powiedziała wyciągając z torebki kosmetyczkę.
-Masz rację chyba powinnam mu to powiedzieć.
No tak i już od teraz dzień będzie wyglądał zupełnie inaczej. Chyba w sumie to i lepiej.
-No nareszcie. Trzymasz go w niepewności już od miesiąca. A pro po chłopaków. Gadałaś z Davidem? Udało ci się wreszcie?
-Tylko ostatnio na stołówce. Nic specjalnego.
-Dziwne. Przecież tylu chłopaków w szkole chciałoby z tobą chodzić, a on jest jakiś...
-Wyjątkowy-powiedziałam i spojrzałam na nią.
-Jeśli chcesz to tak nazwać - wzruszyła ramionami.
-No, ale o to chodzi. Popatrz tylu chłopaków za mną lata, a on? On tylko patrzy od czasu do czasu... Ty jesteś szczęściarą. Chciałaś żeby tylko jednemu na tobie zależało. I tak było. A ja? Mogę mieć każdego z wyjątkiem tego, na którym mi naprawdę zależy. Niech to szlag!
-Nie przejmuj się tak. I z tym się uda.
-Mam nadzieję... - wyszeptałam podłamana.
-Dobra skończyłam możemy iść - powiedziała chowając małą torebeczkę. - Co teraz masz?
-Co? - Spojrzałam na nią nieco zdezorientowana. - A tak. Teraz biologię.
-No to mamy razem. Nie musisz z nim teraz siedzieć.
-No to super. Ej wiesz co? - Powiedziałam nieco ściszając głos, bo właśnie wychodziłyśmy z łazienki. - Mam dziś angielski - byłam tak szczęśliwa jakby był to mój lubiony przedmiot.
-No i? Co z tego? Nigdy wcześniej nie byłaś taka szczęśliwa jak mówiłaś o tym przedmiocie - powiedziała nieco się krzywiąc.
-Tak, ale nie zgadniesz kto się przepisał do mojej grupy - zaświergotałam.
-Hmmmm... Niech zgadnę... David? - Spytała chociaż znała już odpowiedź.
-Nie mogę się już doczekać! Jest tylko jedno wolne miejsce w całej klasie. I jest obok mnie, bo nie chciałam z nikim siedzieć - byłam tak szczęśliwa, że myślałam, że pęknę z radości.
-No to życzę powodzenia. W sumie nie tylko w tym - przez chwilę nie wiedziałam o co jej chodzi, ale chwile później weszliśmy do klasy i nie miała więcej pytań.
-Co? - Spojrzałam na nią nieco zdezorientowana. - A tak. Teraz biologię.
-No to mamy razem. Nie musisz z nim teraz siedzieć.
-No to super. Ej wiesz co? - Powiedziałam nieco ściszając głos, bo właśnie wychodziłyśmy z łazienki. - Mam dziś angielski - byłam tak szczęśliwa jakby był to mój lubiony przedmiot.
-No i? Co z tego? Nigdy wcześniej nie byłaś taka szczęśliwa jak mówiłaś o tym przedmiocie - powiedziała nieco się krzywiąc.
-Tak, ale nie zgadniesz kto się przepisał do mojej grupy - zaświergotałam.
-Hmmmm... Niech zgadnę... David? - Spytała chociaż znała już odpowiedź.
-Nie mogę się już doczekać! Jest tylko jedno wolne miejsce w całej klasie. I jest obok mnie, bo nie chciałam z nikim siedzieć - byłam tak szczęśliwa, że myślałam, że pęknę z radości.
-No to życzę powodzenia. W sumie nie tylko w tym - przez chwilę nie wiedziałam o co jej chodzi, ale chwile później weszliśmy do klasy i nie miała więcej pytań.
Usiadłam jak zwykle w piątej ławce od okna. Nie lubiłam tej sali, bo były w niej trzyosobowe ławki. Innym bardzo się to podobało, ale nie mi - dziewczynie, do której zawsze dosiadał się jakiś chłopak. Ostatnio ten sam.
-Proszę się uspokoić lekcja się zaczęła! - Usłyszałam twardy głos pana Walkera. - Proszę otworzyć książki na stronie... - dalej już nie słuchałam. Nie musiałam. I tak znałam całą lekcję na pamięć.
-Rose, proszę zamień się dziś ze mną miejscem. Nie chce znowu siedzieć obok niego. No wiesz o co mi chodzi - normalnie nie miałabym nic przeciwko już wiele razy jakiś chłopak siadał ze mną w ławce, ale nie chciałam przez kolejną lekcję czuć jak próbuje złapać mnie za rękę.
-Pod jednym warunkiem - powiedziała stanowczo.
-O co chodzi? - Spytałam nieco zaskoczona.
-Powiesz mu dzisiaj o tym, że widzisz co się dzieje i że nie chcesz z nim chodzić.
No i...
-I...?
-I pogadasz dzisiaj trochę dłużej z Davidem.
-Jak chcesz - powiedziałam i zajęłam jej miejsce.
-Hej. Całą przerwę spędziłyście w łazience? Zamieniłyście się miejscami?
-Ehm... Tak. Siadasz z nami czy idziesz do kogoś innego? - Spytała Rosalie ze sztucznym uśmiechem na ustach.
-Usiądę z wami.
Cała lekcja przebiegała dosyć normalnie. Nauczyciel co chwila uciszał klasę, dużo pisał na tablicy, robiliśmy doświadczenia i wszystko co zazwyczaj robiliśmy na lekcjach biologii.
-Co ty robisz?! - Krzyknęła Rose kiedy nastała kompletna cisza. Oczy wszystkich skierowały się w jej stronę.
-Co się stało? - Spytał zdziwiony nauczyciel.
-Przepraszam jestem przyzwyczajony, że to Emily siedzi obok mnie - odezwał się niespodziewanie Mike.
-Mike, czy chciałbyś nam coś powiedzieć? - Pan Walker nadal nie rozumiał co się stało.
-No, bo ja... - odpowiedział chłopak, nieco zakłopotany. Na jego twarzy pokazały się rumieńce.
-Nic poważnego się nie stało, ale czy mogę się przesiąść?
-Proszę - odpowiedział nauczyciel.
-Przepraszam, a czy ja też bym mogła? - Zapytałam niepewnie oglądając się na koleżankę.
-Proszę - odpowiedział odprowadzając wzrokiem Rose do pustej ostatniej ławki.
-Dziękuję - powiedziałam biorąc do rąk książki i zakładając na ramię torbę poszłam w kierunku wolnego miejsca.
-A więc tak jak mówiłem... - zaczął profesor.
-Co się stało? - Zapytałam szeptem Rose.
-Ten chłopak jest jakiś psychiczny - mówiła rozwścieczona dziewczyna - najpierw łapał mnie za rękę, więc udałam, że tego nie czuję, potem przesunął dłoń na moją nogę, to mu powiedziałam, że mi to nie odpowiada i że chcę żeby przestał i cofnął rękę. Podziałało tylko na chwilę, bo zaraz znowu zaczął od początku. Pomyślałam sobie, że do końca lekcji zostało już mało czasu, więc jakoś wytrzymam, ale kiedy zjechał z mojego uda do jego wewnętrznej strony no to już sama rozumiesz.
-No jasne, że rozumiem - powiedziałam na moment ją przytulając żeby nauczyciel nic nie zauważył - powiem mu to wszystko dzisiaj po lekcjach.
-I?
-Nie rozumiem.
-Umawiałyśmy się na coś jeszcze.
-No i porozmawiam z Davidem - powiedziałam po chwili namysłu.
-Okej.
Reszta lekcji przebiegała spokojnie. Może zbyt spokojnie, bo choć do końca zostało ledwie 10 minut to były dla mnie wiecznością.
#########################################################################
A więc moja historia powraca w trochę lepszym wydaniu. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Co myślicie o słowach, które tutaj pojawiły się pierwszy raz i których użyłam dla wyostrzenia wypowiedzi bohaterki. Jednym to przeszkadza, a inni uważają to za wskazane, ale z umiarem. Co wy o tym sądzicie? Rozdziały powinne być dłuższe czy krótsze? Do zobaczenia za tydzień ;)
-Proszę się uspokoić lekcja się zaczęła! - Usłyszałam twardy głos pana Walkera. - Proszę otworzyć książki na stronie... - dalej już nie słuchałam. Nie musiałam. I tak znałam całą lekcję na pamięć.
-Rose, proszę zamień się dziś ze mną miejscem. Nie chce znowu siedzieć obok niego. No wiesz o co mi chodzi - normalnie nie miałabym nic przeciwko już wiele razy jakiś chłopak siadał ze mną w ławce, ale nie chciałam przez kolejną lekcję czuć jak próbuje złapać mnie za rękę.
-Pod jednym warunkiem - powiedziała stanowczo.
-O co chodzi? - Spytałam nieco zaskoczona.
-Powiesz mu dzisiaj o tym, że widzisz co się dzieje i że nie chcesz z nim chodzić.
No i...
-I...?
-I pogadasz dzisiaj trochę dłużej z Davidem.
-Jak chcesz - powiedziałam i zajęłam jej miejsce.
-Hej. Całą przerwę spędziłyście w łazience? Zamieniłyście się miejscami?
-Ehm... Tak. Siadasz z nami czy idziesz do kogoś innego? - Spytała Rosalie ze sztucznym uśmiechem na ustach.
-Usiądę z wami.
Cała lekcja przebiegała dosyć normalnie. Nauczyciel co chwila uciszał klasę, dużo pisał na tablicy, robiliśmy doświadczenia i wszystko co zazwyczaj robiliśmy na lekcjach biologii.
-Co ty robisz?! - Krzyknęła Rose kiedy nastała kompletna cisza. Oczy wszystkich skierowały się w jej stronę.
-Co się stało? - Spytał zdziwiony nauczyciel.
-Przepraszam jestem przyzwyczajony, że to Emily siedzi obok mnie - odezwał się niespodziewanie Mike.
-Mike, czy chciałbyś nam coś powiedzieć? - Pan Walker nadal nie rozumiał co się stało.
-No, bo ja... - odpowiedział chłopak, nieco zakłopotany. Na jego twarzy pokazały się rumieńce.
-Nic poważnego się nie stało, ale czy mogę się przesiąść?
-Proszę - odpowiedział nauczyciel.
-Przepraszam, a czy ja też bym mogła? - Zapytałam niepewnie oglądając się na koleżankę.
-Proszę - odpowiedział odprowadzając wzrokiem Rose do pustej ostatniej ławki.
-Dziękuję - powiedziałam biorąc do rąk książki i zakładając na ramię torbę poszłam w kierunku wolnego miejsca.
-A więc tak jak mówiłem... - zaczął profesor.
-Co się stało? - Zapytałam szeptem Rose.
-Ten chłopak jest jakiś psychiczny - mówiła rozwścieczona dziewczyna - najpierw łapał mnie za rękę, więc udałam, że tego nie czuję, potem przesunął dłoń na moją nogę, to mu powiedziałam, że mi to nie odpowiada i że chcę żeby przestał i cofnął rękę. Podziałało tylko na chwilę, bo zaraz znowu zaczął od początku. Pomyślałam sobie, że do końca lekcji zostało już mało czasu, więc jakoś wytrzymam, ale kiedy zjechał z mojego uda do jego wewnętrznej strony no to już sama rozumiesz.
-No jasne, że rozumiem - powiedziałam na moment ją przytulając żeby nauczyciel nic nie zauważył - powiem mu to wszystko dzisiaj po lekcjach.
-I?
-Nie rozumiem.
-Umawiałyśmy się na coś jeszcze.
-No i porozmawiam z Davidem - powiedziałam po chwili namysłu.
-Okej.
Reszta lekcji przebiegała spokojnie. Może zbyt spokojnie, bo choć do końca zostało ledwie 10 minut to były dla mnie wiecznością.
#########################################################################
A więc moja historia powraca w trochę lepszym wydaniu. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Co myślicie o słowach, które tutaj pojawiły się pierwszy raz i których użyłam dla wyostrzenia wypowiedzi bohaterki. Jednym to przeszkadza, a inni uważają to za wskazane, ale z umiarem. Co wy o tym sądzicie? Rozdziały powinne być dłuższe czy krótsze? Do zobaczenia za tydzień ;)