Weszłam na komendę. Było tu
więcej ludzi niż ostatnim razem. Wszyscy się gdzieś śpieszyli,
co powodowało gwar. Z trudem odnalazłam wujka, który siedział na
tym samym miejscu co ostatnio.
- Hej.
Mogę...? - spytałam nie wiedząc jak skończyć zdanie.
-Jasne, siadaj
Usiadłam w dużym, czarnym fotelu. Oparłam się i
rozejrzałam po pomieszczeniu. Był to duży pokój z jasnymi
ścianami. Wisiały na nich przeróżne obrazy. Nowoczesne, ale też
i bardziej klasyczne. Gdzieniegdzie uzupełniały je zdjęcia wujka z
ciocią i Lili - jego małą, słodką córeczką. Nad szklanymi
drzwiami wisiał czarny zegar wskazujący godzinę szesnastą. Przede
mną na stalowych nogach stało duże, sosnowe biurko, a na nim
ogromny monitor (ogromny jak dla mnie, bo ja miałam laptopa).
- A więc piszesz pracę do szkoły tak? - spytał wujek z lekką
nutą niedowierzania.
- Tak,
dokładnie - odpowiedziałam przeczuwając, że wujek coś wie.
- Więc co chcesz wiedzieć? Pytaj śmiało - powiedział wujek z
wielkim uśmiechem na twarzy.
-
Szczerze mówiąc najbardziej mnie ciekawi to czy można kogoś
znaleźć wiedząc tylko jak ta osoba wygląda, ale nie jak się
nazywa - powiedziałam mając nadzieję, że tak dowiem się czegoś
więcej o porywaczu.
- No jasne.
Tylko, że nie mogę ci tego pokazać.
- Dlaczego? Wujku proszę obiecuję, że napiszę w pracy tylko to,
że jest taka możliwość, ale ja tego nie widziałam - błagałam
wujka.
- Eh... No dobrze... Tylko
nikomu nie mów zgoda? - od razu przytaknęłam, żeby tylko jak
najszybciej zdobyć informacje - No to nie wiem... podaj jakiś
dowolny opis. Kogokolwiek albo wymyśl na szybko.
- No to może tak... krótkie, ciemne włosy... duże, brązowe oczy
i.... długi, spiczasty nos. No i jeszcze metr siedemdziesiąt
wzrostu.
- To on? - zapytał
niespodziewanie wujek.
- Ale o co
teraz pytasz? - Byłam zaniepokojona, że moje podejrzenia się
potwierdzą.
- Czy to o tego
człowieka ci chodziło? Skoro zmyślałaś zapewne wybrałaś
podświadomie jakiegoś przechodnia.
- A tak, tak to on - odpowiedziałam z ulgą.
Spojrzałam na
fotografię, na której widać było tylko twarz porywacza. Miał
dwadzieścia pięć lat i mieszkał w naszym mieście, w dodatku w
domku niedaleko mieszkania Eve. Przeprowadził się tam bardzo nie
dawno. Nie był nigdy za nic skazany. Zdziwiło mnie tylko jego
nazwisko. Brzmiało tak samo jak nazwisko jej ciotki, która - jak mi
opowiadała Eve - nie mogła mieć dzieci, a mimo to miała dwóch
synów.
- Czy wszyscy mają taki
swój "album"?
- Nie...
Tylko przestępcy i ktoś kto składał ważne dokumenty na przykład
w sprawie adopcji... Historie akurat tego dzieciaka... znam dość
dobrze...
- Co się z nim działo?
- wyszeptałam ze wzrokiem wbitym w ziemię.
- Matka urodziła go w szpitalu, ale nie chciała go wziąć do
domu... Powiedziała, że ona i mąż nie chcą mieć dziecka, więc
postanowiła zostawić go w szpitalu. Oczywiście nie był to
pierwszy taki przypadek. Tylko, że ona nie chciała go mieć w
swojej rodzinie. Kiedy jej siostra zaoferowała się, że ona chętnie
go przygarnie... odmówiła. Wtedy zaczęło się chodzenie po
sądach. W końcu jej siostra wygrała i zabrała chłopca do domu...
Przykra sprawa mieć taką matkę... Po jakimś czasie ta kobieta,
która go przygarnęła, wyszła za mąż i cudem urodziła chłopca,
więc teraz ma młodszego brata - ostatnie zdanie powiedział
uśmiechając się - przynajmniej miał weselej z rodzeństwem.
- A czy możesz mi pokazać jego brata, bo... bo to chyba mój
kumpel. Kojarzę nazwisko.
- No
dobrze to on.
Jeszcze raz spojrzałam na ekran. Znów było tak
jak podejrzewałam. Moim oczom ukazało się zdjęcie chłopaka z
kawiarni.
- Dziękuję ci wujku.
Bardzo mi pomogłeś. Muszę już iść. Do zobaczenia! -
powiedziałam z udawanym uśmiechem. Wychodząc przez szklane drzwi
jeszcze raz spojrzałam na zegarek. Tym razem wskazywał godzinę
osiemnastą.
W drodze do
autobusu zastanawiałam się co teraz powinnam zrobić. Czy to co
planuję jest bezpieczne? Jak to wszystko się dalej potoczy? Czemu
brat Eve zabrał ją gdzieś bez niczyjej zgody, a już na pewno bez
zgody jej rodziców? Chociaż poznałam odpowiedzi na moje poprzednie
pytania to pojawiły się następne i teraz już napawdę nie
wiedziałam co mam robić.
A więc, to ktoś z rodziny Evy, robi się coraz ciekawiej :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Nie moge sie doczekac następny rozdziałow ;)
OdpowiedzUsuńNastępnych* .naprawde fajne ;)
UsuńTego się nie spodziewałam! Może ten brat Eve jest zazdrosny o to, że ona ma prawdziwą rodzinę, a on jest adoptowany... Czekam z niecierpliwością na to, co z tego wszystkiego wyniknie. :3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Lucy. ;)
Boję się, że ten chłopak ją krzywdzi. Nie wiadomo o co może mu chodzić, w końcu może mieć żal do rodziców o to, że pokochali Evę, a jego oddali, to przykre. Naprawdę uwielbiam Twoje opowiadanie i już dzisiaj dodaję twój blog do mojej listy czytelniczej. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawia Anka