sobota, 4 października 2014

Rozdział 3

      Weszłam na komendę. Było tu więcej ludzi niż ostatnim razem. Wszyscy się gdzieś śpieszyli, co powodowało gwar. Z trudem odnalazłam wujka, który siedział na tym samym miejscu co ostatnio.
     - Hej. Mogę...? - spytałam nie wiedząc jak skończyć zdanie.
     -Jasne, siadaj
Usiadłam w dużym, czarnym fotelu. Oparłam się i rozejrzałam po pomieszczeniu. Był to duży pokój z jasnymi ścianami. Wisiały na nich przeróżne obrazy. Nowoczesne, ale też i bardziej klasyczne. Gdzieniegdzie uzupełniały je zdjęcia wujka z ciocią i Lili - jego małą, słodką córeczką. Nad szklanymi drzwiami wisiał czarny zegar wskazujący godzinę szesnastą. Przede mną na stalowych nogach stało duże, sosnowe biurko, a na nim ogromny monitor (ogromny jak dla mnie, bo ja miałam laptopa).
      - A więc piszesz pracę do szkoły tak? - spytał wujek z lekką nutą niedowierzania.
      - Tak, dokładnie - odpowiedziałam przeczuwając, że wujek coś wie.
      - Więc co chcesz wiedzieć? Pytaj śmiało - powiedział wujek z wielkim uśmiechem na twarzy.
      - Szczerze mówiąc najbardziej mnie ciekawi to czy można kogoś znaleźć wiedząc tylko jak ta osoba wygląda, ale nie jak się nazywa - powiedziałam mając nadzieję, że tak dowiem się czegoś więcej o porywaczu.
      - No jasne. Tylko, że nie mogę ci tego pokazać.
      - Dlaczego? Wujku proszę obiecuję, że napiszę w pracy tylko to, że jest taka możliwość, ale ja tego nie widziałam - błagałam wujka.
      - Eh... No dobrze... Tylko nikomu nie mów zgoda? - od razu przytaknęłam, żeby tylko jak najszybciej zdobyć informacje - No to nie wiem... podaj jakiś dowolny opis. Kogokolwiek albo wymyśl na szybko.
      - No to może tak... krótkie, ciemne włosy... duże, brązowe oczy i.... długi, spiczasty nos. No i jeszcze metr siedemdziesiąt wzrostu.
      - To on? - zapytał niespodziewanie wujek.
      - Ale o co teraz pytasz? - Byłam zaniepokojona, że moje podejrzenia się potwierdzą.
      - Czy to o tego człowieka ci chodziło? Skoro zmyślałaś zapewne wybrałaś podświadomie jakiegoś przechodnia.
      - A tak, tak to on - odpowiedziałam z ulgą.
Spojrzałam na fotografię, na której widać było tylko twarz porywacza. Miał dwadzieścia pięć lat i mieszkał w naszym mieście, w dodatku w domku niedaleko mieszkania Eve. Przeprowadził się tam bardzo nie dawno. Nie był nigdy za nic skazany. Zdziwiło mnie tylko jego nazwisko. Brzmiało tak samo jak nazwisko jej ciotki, która - jak mi opowiadała Eve - nie mogła mieć dzieci, a mimo to miała dwóch synów.
      - Czy wszyscy mają taki swój "album"?
      - Nie... Tylko przestępcy i ktoś kto składał ważne dokumenty na przykład w sprawie adopcji... Historie akurat tego dzieciaka... znam dość dobrze...
      - Co się z nim działo? - wyszeptałam ze wzrokiem wbitym w ziemię.
      - Matka urodziła go w szpitalu, ale nie chciała go wziąć do domu... Powiedziała, że ona i mąż nie chcą mieć dziecka, więc postanowiła zostawić go w szpitalu. Oczywiście nie był to pierwszy taki przypadek. Tylko, że ona nie chciała go mieć w swojej rodzinie. Kiedy jej siostra zaoferowała się, że ona chętnie go przygarnie... odmówiła. Wtedy zaczęło się chodzenie po sądach. W końcu jej siostra wygrała i zabrała chłopca do domu... Przykra sprawa mieć taką matkę... Po jakimś czasie ta kobieta, która go przygarnęła, wyszła za mąż i cudem urodziła chłopca, więc teraz ma młodszego brata - ostatnie zdanie powiedział uśmiechając się - przynajmniej miał weselej z rodzeństwem.
      - A czy możesz mi pokazać jego brata, bo... bo to chyba mój kumpel. Kojarzę nazwisko.
      - No dobrze to on.
Jeszcze raz spojrzałam na ekran. Znów było tak jak podejrzewałam. Moim oczom ukazało się zdjęcie chłopaka z kawiarni.
      - Dziękuję ci wujku. Bardzo mi pomogłeś. Muszę już iść. Do zobaczenia! - powiedziałam z udawanym uśmiechem. Wychodząc przez szklane drzwi jeszcze raz spojrzałam na zegarek. Tym razem wskazywał godzinę osiemnastą.
       W drodze do autobusu zastanawiałam się co teraz powinnam zrobić. Czy to co planuję jest bezpieczne? Jak to wszystko się dalej potoczy? Czemu brat Eve zabrał ją gdzieś bez niczyjej zgody, a już na pewno bez zgody jej rodziców? Chociaż poznałam odpowiedzi na moje poprzednie pytania to pojawiły się następne i teraz już napawdę nie wiedziałam co mam robić.

5 komentarzy:

  1. A więc, to ktoś z rodziny Evy, robi się coraz ciekawiej :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie moge sie doczekac następny rozdziałow ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tego się nie spodziewałam! Może ten brat Eve jest zazdrosny o to, że ona ma prawdziwą rodzinę, a on jest adoptowany... Czekam z niecierpliwością na to, co z tego wszystkiego wyniknie. :3
    Pozdrawiam, Lucy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Boję się, że ten chłopak ją krzywdzi. Nie wiadomo o co może mu chodzić, w końcu może mieć żal do rodziców o to, że pokochali Evę, a jego oddali, to przykre. Naprawdę uwielbiam Twoje opowiadanie i już dzisiaj dodaję twój blog do mojej listy czytelniczej. ;)
    Pozdrawia Anka

    OdpowiedzUsuń